poniedziałek, 22 października 2012

II Samsung Halfmaraton – Szamotuły 21.10.2012 r.



 Sezon startowy powoli zmierza ku końcowi, więc skoro zacząłem sezon od połówki w Poznaniu, to tez takim akcentem mocniejszym można go powoli zamykać.  Debiutu na dystansie 21 km nie wspominam najszczęśliwiej. Podszedłem do biegu praktycznie bez przygotowania i skończyło się na kryzysie na 15 km i przeklinaniu biegania przez kolejne 6, by cudem wtoczyć się na metę z czasem 2h10min. Moje chęci spadły dramatycznie, bo takie bieganie na ambicji, wcale nie jest fajne. Wszystko mnie bolało,  zero przyjemności z biegania i frustracja, że wyprzedzają mnie dosłownie wszyscy.  Musiały minąć prawie 3 miesiące bym znalazł w sobie na nowo zapał i czerpał przyjemność z treningów.  Wziąłem się za siebie na poważnie i od lipca wszystko nabrało rozpędu, zarówno moje bieganie jak i wszystko co bliżej lub dalej związane z Night Runnersami.  Skoro tło historyczne już nakreślone przejdźmy do samego dnia startu.
                                                            Parkrun Cytadela by http://www.fotoaktywne.pl/

Po słonecznej sobocie, kiedy to aż chciało się wyjść do lasu i przemierzać kolejne kilometry. Nastawiony pozytywnie poszedłem spać…i jakież było moje zdziwienie gdy za oknem nie zobaczyłem nic, a raczej mleczna masę unoszącą się nad miastem. Była siódma rano, było zimno, ciemno i żadne logiczne argumenty nie powinny ruszyć mnie z łóżka w niedzielny poranek i pewnie gdybym miał jechać sam, skończyłoby się na dalszej drzemce, ale tu pojawia się presja społeczna. Byliśmy umówieni w czwórkę – Zosia, Szymon, Marcin i ja na wspólna wyprawę, i choć podejrzewam, ba jestem pewien, że każdy z osobna z wielka czułością żegnał się z ciepłym łóżkiem, to nieświadomie motywując się wzajemnie punktualnie wyruszyliśmy do pobliskich Szamotuł. Podróż minęła na sportowych pogawędkach, przerywanych okazjonalnym ziewaniem ;) Po 30 minutach, wciąż w głębokiej mgle, dotarliśmy na miejsce, a raczej do miasta. Biuro zawodów odnaleźliśmy po 10 minutach błądzenia, niestety bezskutecznie próbowaliśmy doszukać się jakichkolwiek drogowskazów ze strony organizatorów, co jak na imprezę tej rangi ( blisko 1000 uczestników) uważam za spore uchybienie, szczególnie, że nie wymagało to jakiś ogromnych nakładów, a nudzących się wolontariuszy z pobliskich szkół, którzy mogli kierować przyjezdnych było kilkudziesięciu.  Po odebraniu pakietu startowego, w którym oprócz numeru przeważał SPAM, rozpoczęliśmy dywagacje na temat ubioru. Krótki, długie, mieszane? W tym czasie mgła zamiast zalżeć zgodnie z zapowiedziami meteorologów rozgościła się na trasie już na dobre.  Sam Start przewidziany był na godzinę 11.00, jednak z powodu wypadku samochodowego na trasie, został przesunięty na 11.30.
                                                          Na chwile przed startem - Marcin, Zosia i ja ;)

Znów trochę ziewania, i jeszcze trochę i po 1,5 h oczekiwania ruszyliśmy w kierunku rynku, gdzie w tym roku odbywał się start. Organizator przewidział strefy startowe do 1.30 , 1.30-2.00 oraz powyżej 2.00. Zatem w tym momencie wypadałoby napisać o moich oczekiwań co do startu. Dzień wcześniej, zarzekałem się, ze jeśli nie pobije wyniku z Poznania, to kończę z bieganiem., więc cel minimum poniżej 2.10. Patrząc realnie na swoje ostatnie wyniki wiedziałem, że jestem w stanie zejść poniżej 2h, a wynik poniżej 1.50 byłby już bardzo przyzwoity. Z takim nastawieniem ustawiłem się w odpowiedniej strefie, wybrałem muzykę i spokojnie oczekiwałem na start. Nastroje były optymistyczne i ruszyliśmy punkt 11.30. Plan na bieg był prosty – biec równym tempem i trzymać się Zosi z (Kobiety biegają), która już kilkukrotnie biegała poniżej 1.50, więc powinna być dobrym pacemakerem;) Jak pomyślał, tak też zrobił – kolejne kilometry upływały w równym i przyzwoitym tempie około 5.10min/km.


Sama trasa mimo, że z przekroju mogła wyglądać strasznie, to była praktycznie płaska jak stół, a przynajmniej ja nie odczułem jakiś drastycznych zmian wysokości.  Minęliśmy pierwszy punkt żywnościowy na 6 km na którym to połowa powerade’a wylądowała gdzieś na policzku, a druga na koszulce, ale mimo to kolejne pomiary czasu były optymistyczne, trzymaliśmy swoje tempo. Nagle koło 8-9 km  coraz więcej biegaczy zaczęło nas wyprzedzać, z lekkim niepokojem spoglądałem na zegarek, który jednak wciąż pokazywał, że biegniemy zgodnie z planem. W głownie powiedziałem sobie, że na pewno spuchną, a biegnąc równym tempem zyskamy na końcu. Trasa wiodła po okolicznych zagajnikach, polach kukurydzy i innych miejsc, gdzie nawet psy się nie zapuszczają, ale mimo to całkiem często można było spotkać kibiców ( mniej lub bardziej zaangażowanych w pomoc strudzonym;)
                                                Gdzieś pomiędzy pośród pól i mgieł, prawdopodobnie Gaj Mały

Po minięciu 11-12 km zaczęliśmy wyprzedzać pierwszych odpadających z grupek przed nami ( nagroda za równe tempo;). Fizycznie czułem się bardzo dobrze, więc na kilka kilometrów przed metą planowałem przyspieszyć i gdzieś tuż przed 18 km tak zrobiłem. Niestety Zosia zmagająca się z kontuzjami została trochę z tyłu, a ja puściłem się w kierunku mety, wtedy już wiedziałem, że mogę liczyć na dobry wynik. Ostatni kilometr pokonałem w czasie 4.15, co jest wynikiem nie do wyobrażenia pół roku wcześniej.

                                                                                           Meta

Ostatecznie wpadłem na metę uzyskując czas 1h 47 min 01 i życiówką poprawioną o ponad 23 minuty ;)  Na mecie odebrałem medal oraz okolicznościowa koszulkę. Na ostatniej prostej kibicował mi Marcin, który już tradycyjnie pobiegł poniżej 1h35 minut oraz Szymon, który był naszym fotografem i dzięki niemu mamy tak świetne zdjęcia ;)
Niecałe 2 minuty po mnie na mecie zameldowała się Zosia, która mimo przeciwności zanotowała. dobry czas i tak cała trójka ukończyła Samsung Halfmaraton.

Wszyscy którzy byli w Szamotułach wiedzą, ze nie jedzie się tam na bieg, to tylko przykrywka, bo tak naprawdę każdy chciał wygrać pralkę i smartona!  Niestety, oszukano nas, nikt z naszej ekipy nie wygrał nawet głupiego prospektu Samsunga ani półkilogramowej szynki z Sokołowa. W atmosferze przygnębienia wróciliśmy do Poznania, by wrócić za rok z nowymi nadziejami na Pralkę ;)


Bieg w Szamotułach zaowocował nie tylko niezłymi rezultatami, ale i nowymi członkami naszej drużyny ;)  Wypatrujcie nas na trasach ;) Do zobaczenia ;) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz