środa, 7 listopada 2012

Listopadowy weekend z Night runners


W ten weekend sporo się działo. Night Runners zmieniają się na Waszych(Naszych) oczach.  
Ostatnie tygodnie to kolejne osoby wchodzące w naszą mało społeczność, a ten weekend pokazał, że małe jest widoczne ;) 

Sekcja Night Killers - Łukasz, Marcin oraz Michał - cała trójka zeszła poniżej 20 minut ;) i Ewelina jeszcze w nieżarówiastej koszulce ;)
W sobotę mieliśmy w planach dwa starty: najpierw treningowy bieg na Cytadeli w ramach cyklu Parkrun. Tutaj możecie nas spotkać co tydzień, więc jak tylko macie ochotę nie wahajcie się ani chwili i jeśli tylko uda Wam się wstać na 9.00 to nie pożałujecie ;)  Szczerze mówiąc to już nie pamiętam jaka była pogoda,  czasy też były nieważne, pięciokilometrową pętlę pokonaliśmy w tempie iście spacerowym. Rozgrzewkowy start zaliczony i mogliśmy ruszać w kierunku poznańskiej Rusałki.
Rano niestety dowiedzieliśmy się, że problemy z kolanem Adriana, są poważniejsze niż przypuszczał i musi odpuścić starty w najbliższym czasie. W związku z tym otworzyła się furtka dla mnie, by wystartować w Kościanie chociaż zupełnie tego nie planowałem(ale o tym później)


Na 10.15 byliśmy umówieni z cała banda żarówiastych koszulek pod biurem zawodów na Rusałce gotowi do pierwszego Grand Prix Poznania, przemianowanego na cykl „z Biegiem Natury” chociaż myślę, że cykl ten w Poznaniu nadal będzie funkcjonował pod swoją starą nazwą. Ludzie zaczęli się schodzić, poznawać i tak upływał czas do startu. 

Denver  Dominik  oraz Zosia

„W kupie siła” (powiedział filozof) i to się sprawdza, grupa ma to do siebie, że podświadomie się mobilizuje, albo wręcz wprost krzyknie – „dawaj” ! jeszcze tylko x km”. Samego biegu nie będę Wam opisywał, to start na 5 km, co tu dużo mówić trzeba dać z siebie wszystko od pierwszych metrów i umrzeć na mecie. Nie ma czasu na zastanawianie się, odżywianie czy rozmowę ;)
Night Runnersów wystartowało  aż 16nastu. Co było nie do pomyślenia jeszcze 2 miesiące temu, ba nawet miesiąc.  Gdybym miał teraz wypisywać, kto pobił życiówki, to nie starczyłoby miejsca, więc powiem z nutką goryczy i smutku, że chyba tylko mi nie udało się poprawić swojego najlepszego osiągnięcia. Pozostali niesieni nieoficjalnym hymenem NR czyli


 poprawiali swoje najlepsze wyniki o sekundy lub nawet minuty.  
Najlepszy z nas był Michał, który zajął 21 miejsce z czasem 18.33<fanfary>

Michał tuż przed linia Mety

Na koniec oczywiście pamiątkowe zdjęcie i mogliśmy rozejść się do domów.

Wesoła ekipa NR na mecie ;)

Na drugi dzień Asia, Hubert, Łukasz, Marcin oraz Zosia mieli zaplanowany start w Kościanie w ostatnim biegu cyklu półmaratonów w Wielkopolsce . Już wcześniej stwierdziłem, że przejadę się z nimi w roli fotoreportera, trasa wiodła po 3 pętlach, więc szans na dobre ujęcia powinno być sporo. 
Nieszczęśliwa kontuzja Adriana sprawiła, że jeden pakiet startowy pozostałby niewykorzystany. Więc podjąłem decyzję o starcie.  

Co zapamiętam z Kościana?
  1. Kolejki do męskich toalet są ogromne ;)
  2. Od momentu jak ktoś myśli, że umiera podczas biegu do faktycznej śmierci mija minimum 10 km i ostateczna śmierć wcale nie jest pewna
  3. Bycie pacemakerem daje sporo satysfakcji, pociągniecie kogoś na dobry wynik daje tyle samo radości co własny rezultat.
  4. Nic tak nie poprawia wyników jak regularność
  5. Biegi na pętlach mają ten plus, że można wypatrywać znajomych i motywować się nawzajem
  6. Night Runners są superJ))
  7. A grochówka po biegu już mniej


To tyle złotych myśli, wydrukujcie  i zapamiętajcie ;) Szczególnie pkt. 6 ;)

Jeśli cofniecie się kilka wersów, to zobaczycie co pisałem o życiówkach i motywacji grupy. Teoria ta potwierdziła się także w Kościanie. Ciągnęliśmy się nawzajem i ostatecznie  Hubert, Łukasz, Zosia, Mikołaj, Monika oraz ja osiągnęliśmy swoje najlepsze wyniki na dystansie 21 km.
Rozgrzewka przed biegiem, na pierwszym planie Marcin, Łukasz oraz Hubert w tle Zosia i  Makos

Cały bieg udało mi się przebiec równym tempem około 5 min/km motywując się wzajemnie z Zosia (www.kobietybiegaja.pl )  oraz czując oddech Łukasza na plecach ;)  Na metę wbiegaliśmy w odstępach 30 sekundowych i Marcin ( który oczywiście nie mógł integrować się z grupą, tylko poleciał do przodu niczym szatan) stwierdził, że wyglądało to naprawdę przyjemnie jak kolejne żółte koszulki pojawiały się na ostatniej prostej ;)  Kto nie widział niech żałuje ;) Zapraszamy na kolejne biegi ;) 

21 km


Z kronikarskiej obowiązku:

Marcin  - 1:32:48
Makos – 1:46:02 - PB
Hubert – 1:46:04 – debiut!
Zosia – 1:46:50 – PB
Łukasz – 1:47:01 – PB
Asia – 1:49:37
Mikołaj – 2:03:16 – debiut !
Monika – 2:07:46 - PB

Fakty mówią same za siebie ;)
Asia, Makos,Zosia,Marcin, Mikołaj, Hubert oraz Łukasz na mecie ;)


To już powoli koniec sezonu startowego, więc miło, że udało się spotkać w takim gronie i osiągnąć tak przyzwoite wyniki. Ale biegać będziemy dalej ;) Tradycyjnie zapraszam na nasze poniedziałkowe wybiegania nad Malta i na Cytadeli, zawsze jest miło, to mogę zagwarantować ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz