poniedziałek, 25 lutego 2013

XI Zimowy Biegu Trzech Jezior


Próba zamachu na burmistrza Trzemeszna, zgubione spodnie, fala świetnych wyników, przedstawicielka Night Runners na podium, fantastyczna atmosfera i termos. To wszystko na tylko jednym biegu – XI Zimowym Biegu Trzech Jezior w Trzemesznie/Gołąbkach na dystansie 15km, na który silna ekipa w jaskrawo-żółtych barwach wybrała się 16 lutego.


Od prawej: Asia, Ewelina, Hubert, Paula, Marysia, moja skromna osoba. Kuca: Dominik
W sile 9 osób w dwóch autach wyruszyliśmy do Trzemeszna w sobotę rano. Asia, Maria, Piotr i ja w jednym samochodzie, Aga, Paula, Hubert, Maciej i Dominik (zwany również „moim Arcywrogiem”) w drugim. Na miejscu dołączyli do nas Ewelina i, niespodziewanie, Łukasz R. z Marcinem oraz Łukasz K. 

Pić, zwyciężać, grać na skrzypcach
 Jak się okazało (Ci, którzy czytali regulamin pewnie o tym wiedzieli) start i meta biegu znajdowały się kilkanaście kilometrów od Trzemeszna. Na miejsce zawodników dowoziły autobusy – ze względu na wcześniejsze doświadczenia z tego typu rozwiązaniem (Bydgoszcz, Gniezno) nie byłem zachwycony, ale okazało się, że problemów nie było i szybko znaleźliśmy się w Gołąbkach.
                Czas pozostały do startu minął Dominikowi i mi, na rozważaniach czy biec „na krótko”. Jak się okazało, ucierpiały na tym moje spodnie, które podczas kolejnego zdejmowania musiały się gdzieś zapodziać.. ale, czas jaki uzyskałem zrekompensował mi tę stratę.
                Nigdy wcześniej nie startowałem na dystansie 15km. Nie do końca wiedziałem jak do niego podejść, czy pędzić ile sił w nogach jak na 10km, czy też może rozłożyć siły, jak w przypadku półmaratonu. Przed biegiem przyjąłem złamanie 1:15 za satysfakcjonujący rezultat. Podobne oczekiwania miał Hubert, dlatego postanowiłem biec z nim. On z kolei postanowił biec z Eweliną, co trochę mnie niepokoiło. Podejrzewałem jak to się skończy, niestety w moim przypadku, na chwilę przed startem, zdrowy rozsądek zdecydowanie przegrywa z adrenaliną i ambicją. Ruszyliśmy i… moja adrenalina spowodowała, że burmistrz Trzemeszna przeżył prawdopodobnie pierwszy zamach na swoje życie. Mijając prawą stroną zawodników, nie zauważyłem stojącego męża stanu i tylko szybka reakcja Dominika sprawiła, iż nie zostałem oskarżony o igranie na ważną osobistość.
                Pierwsze trzy kilometry biegłem kilkadziesiąt metrów za Eweliną i Hubertem. W międzyczasie minął mnie Piotr. Na 3km zaczęła uciekać Ewelina, na 5km Hubert (o czym życzliwie przypominał mi przypadkowy biegacz komentujący moje poczynania). Wtedy zaczął się kryzys. Nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Na szczęście koło 8km wszystko wróciło do normy, dostałem zastrzyk endorfin i zacząłem doganiać Huberta (ponownie głośno oznajmił to przypadkowy biegacz).


   Już po kryzysie, albo jeszcze przed ;)
                                                    
Biegło mi się naprawdę dobrze (nie omieszkał tego nie zauważyć i mnie pochwalić przypadkowy biegacz) i coraz realniejsza zaczęła być wizja złamania 1:10. Dodatkowych sił na finiszu dodała grupa strażaków, którzy puścili ze swojej „nyski” piosnkę „Ona tańczy dla mnie…”, dobrze kojarzącą się Night Runnersom (sądząc po jej popularności, nie tylko nam). Na metę wpadłem ze świetnym dla mnie czasem 1:09:09, miną jakbym biegł za karę (zdziwię się, jeśli kiedyś będę na mecie uśmiechnięty) i przy dopingu Agi, Macieja oraz Eweliny, Łukasza R. i Piotra, którzy dobiegli przede mną.


           Uwaga, będzie telemark

Chwilę później bieg kończył Hubert (kolejny raz dzięki niemu uzyskałem świetny czas), Łukasz K.,  oraz Dominik (wg mnie cichy zwycięzca biegu – po 2h snu), z prędkością nadświetlną finiszowała Paula (przy wchodzeniu w nadprzestrzeń aż odrzuciła rękawiczki i czapkę), dzielnie walcząca z potężnym kryzysem motywacyjnym Asia oraz Marysia, dla której był to pierwszy tak długi dystans na zawodach.



You’ll Never Run Alone  - Maria eskortowana do mety


                Na mecie zawodnicy otrzymywali oczywiście pamiątkowy medal. Była grochówka oraz smalec. Można było kupić również piwo, z czego skwapliwie skorzystaliśmy, ale po takim biegu, zdecydowanie na to zasłużyliśmy.





 Jak się okazało, wynik uzyskany przez Ewelinę, pozwolił jej na zajęcie 3 miejsca w swojej kategorii wiekowej. Nagrody wręczane były już po powrocie do Trzemeszna. Nieskromnie powiem, że Ewelina otrzymała największy aplauz. Furorę natomiast zrobiła nagroda rzeczowa – fantastyczny termos wręczany przez pana burmistrza, który chyba puścił w niepamięć moje wybryki z początku biegu (pan burmistrz, nie termos).
                Ogólnie bieg ciekawy. Choć w nazwie są 3 jeziora, ja jednak żadnego nie uświadczyłem. Trasa całkiem spokojna z paroma lekkimi podbiegami, głównie trakt leśny, ale ze względu na warunki dość wymagająca. Organizacja biegu bez zarzutów, dlatego też polecam Zimowy Bieg 3 Jezior jako ciekawą alternatywę na sprawdzenie formy biegowej w lutym.
Tu wielkie podziękowania należą się Agnieszce i Maciejowi D-K. To oni namówili nas na start, ale ze względu na chorobę nie mogli biec. Zdecydowali się jednak pojechać w roli kibiców i obsługi technicznej ekipy NR.
                Droga powrotna minęła na rozważaniach dotyczących biegu, rozmowach o planach biegowych i ogólnym rozbawieniu. Jeśli jeszcze nie próbowaliście – warto biegać z Night Runners. Zapewniamy fantastyczną atmosferę, doping jakiego można zazdrościć oraz doborowe towarzystwo – i to wszystko za darmo.

P.S.
Z kronikarskiego obowiązku, oto czasy uzyskane przez naszą grupę.
Łukasz Roth – 1:04:04
Piotr Oleszak – 1:05:21
Ewelina Matuła – 1:07:24
Łukasz Włodarczyk – 1:09:09
Hubert Anioł – 1:09:50
Łukasz Kapuściński – 1:12:03
Dominik Iłowiecki – 1:12:18
Joanna Kniat – 1:18:03
Paula Andrzejewska – 1:18:51
Maria Zarzyńska – 1:36:40


autor: Łukasz Włodarczyk

1 komentarz:

  1. Super!
    Muszę wpaść w końcu na cytadelę czy Maltę :)

    OdpowiedzUsuń