niedziela, 10 marca 2013

Bieg na Szczyt


Nie samym bieganiem człowiek żyje, a raczej nie samym bieganiem po płaskim. W ostatnią sobotę mieliśmy okazję wystartowania w Biegu na Szczyt w Warszawie. Jest to impreza z rangą Masters Race z cyklu Towerrunning World Cup. Towerrunning, czyli dyscyplina którą uprawia coraz więcej osób na świecie, w Polsce ma swoją trzecia odsłonę w postaci biegu w biurowcu Rondo 1. Ponad 500 uczestników miało do pokonania 38 pięter oraz ponad 800 stopni by przebiec linię mety. Najlepsi zrobili to w trochę ponad 200 sekund !
Mniej więcej dwa miesiące temu kolega Paweł odezwał się do mnie pytając czy zapisałem się na bieg po schodach w Warszawie. Przyznam szczerze, nie wiedziałem kompletnie co to za bieg i co mnie czeka. Niewiele myśląc zapisałem się pod presją czasu - organizatorzy przewidzieli limit 500 miejsc, a po 15 minutach zapisów zniknęła już blisko połowa. Nie chciałem sam jechać z Poznania, zatem wykonałem kilka telefonów i zapisałem na bieg jeszcze czwórkę nieświadomych śmiałków - moich kompanów w treningach z Night Runners - Kasię, Paule, Anie oraz Darka.
Nikt z nas nigdy nie biegał po schodach, ale to nie była dla nas żadna przeszkoda. Rozpoczęliśmy regularne treningi, które nie jestem pewien czy coś nam dały, ale bawiliśmy się przy nich przednio. I tak mijały tygodnie, aż przyszedł dzień startu.

Organizatorzy przydzielili nas do grupy - nasza startowała o 11.15,co oznaczało to dla nas wczesną pobudkę, by zdążyć na czas. Wszyscy byliśmy nastawieni bardzo pozytywnie i w atmosferze wycieczki klasowej zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w kierunku wschodzącego słońca


Darek jako nasz kierowca spisał się bez zarzutu i bez żadnych problemów dotarliśmy do Warszawy. Jeszcze tylko zadrzeć głowy do góry i naszym oczom ukazał się obiekt naszej ścieżki na szczyt - Rondo.

Z uwagi na dość wąskie schody wszyscy uczestnicy zostali podzieleni na grupy i startowali w odstępach piętnastosekundowych zatem gdy dotarliśmy zawody trwały już w najlepsze, a najlepsi notowali czasy poniżej 6 minut. Mieliśmy jeszcze 40 minut do startu, więc bezzwłocznie udaliśmy się do biura zawodów, gdzie czekał na nas pakiet startowy, w którym oprócz numeru startowego oraz izotoniku otrzymaliśmy koszulkę techniczną firmy Reebok, z logiem biegu na piersi. Przy biurze zawodów spotkaliśmy Pawła oraz Elę z warszawskiej sekcji NR. Paweł mimo, iż swój start miał już za sobą, to pozostał z nami i dzięki niemu mamy większość ujęć "w trakcie". Dzięki Paweł ! http://pietranik.com/


Chwile w oczekiwaniu na start upływały nam na oglądaniu startujących z kamer umieszczonych na 10 i 20 piętrem. Organizacja przebiegała bez zarzutów i opóźnienie w momencie naszego startu wyniosło 3 minuty.
O 11.10 weszliśmy do strefy chipowania. Żółci na start! Jeszcze zawiązać sznurówki, udzielić wywiadu ;) (pozdro Ania&Darek) i można było ruszyć na szczyt !
Przyznam, że cele miałem ambitne, jednak zupełnie nie wiedziałem jaki rodzaj wysiłku na mnie czeka. Po 30 metrach po płaskim wbiegłem w wąską klatkę schodową. Początkowo piętra mijały bardzo szybko, biegłem mniej więcej do 15 piętra. Później rozpoczęła się walka z coraz to wyższymi stopniami, piętrami które pojawiały się coraz wolniej oraz powietrzem, którego brakowało z każdym krokiem. Mimo, że cały bieg zajął mi niecałe 6 minut, to przez głowę przeszły mi myśli o rezygnacji, co obrazuje jak intensywnie pracuje organizm w trakcie takiego wysiłku. Kryzys trwał jednak tylko do 25 piętra, wtedy to udało mi się dogonić ostatnią osobę z poprzedniej grupy co dodało mi sił, a ostatnie 10 pięter to już wsparcie wolontariuszy, którzy głośno odliczali liczbę pięter do mety, co było bardzo motywujące. Po ostatnim schodku jeszcze 20 metrów zakrętów i meta, na której czekała na nas woda oraz bardzo ładny okolicznościowy medal.


Chwilę po mnie na szczyt wbiegła Kasia, która otarła się o ścisły finał w kat. OPEN kobiet, w którym startowało 12 najlepszych zawodniczek. Z uśmiechem na ustach przybiegła na 20 pozycji


Widząc czasy kolejnych dziewcząt Paweł podsumował - "Makos, silną ekipę zabrałeś"

A i owszem ;)  - Paula, mimo, że po drodze przeklinała mnie i pomysł schodów ( po 5 minutach jej przeszło:) zajęła 34 miejsce.


Ania, zamiast o wyniku była bardziej zainteresowana wywiadami, więc ostatnie 5 pięter ćwiczyła uśmiech, bo na szczycie czekała już na nią ekipa z kamerą ;) ( 40 miejsce w kat. OPEN)


Na mecie byliśmy zgodni, bieganie po schodach to świetna zabawa, w dodatku bardzo dobrze zorganizowana. A dzięki Pawłowi mamy z niego bardzo fajną pamiątkę.

Jak widać wszyscy zadowoleni, nikt nie umarł i wszyscy chcą więcej. Przejechaliśmy 300 km by pobiec 5 minut, ale było warto. Nie mogę przyczepić się do niczego pod kątem organizacji zawodów, a także klimatu biegu. 
Bardzo miłym akcentem było zaproszenie do udziału w biegu strażaków, którzy wbiegli na szczyt w PEŁNYM RYNSZTUNKU. Najlepszy pokonał trasę 6min30s co jest dla mnie mistrzostwem świata.

Z naszym faworytem o nicku Książę ;)
Podsumowując wiem, że wyjazdy na biegi z NR mają super klimat i już nie mogę doczekać się kolejnych, bo zdjęcia nie oddają euforii, która panowała w trakcie całego dnia :)
Polecam też bieg na Rondo jako odskocznię od zawodów w terenie. Bardzo ciekawe doświadczenie, które na pewno będę powtarzał. Cały dochód z wpisowego został przekazany Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce.

Wielkie pochwały dla organizatorów, którzy zadbali o każdy szczegół. Ponadto za 30 PLN stworzyli atrakcyjny pakiet startowy.

Pozdrawiam wraz z ekipa Colgate.

ps. Szczególne gratulacje dla Darka, który biegiem na Rondo otworzył swoją kolekcje medali z biegów


Dla statystyk - pokonaliśmy 836 schodów w czasie:
Przemek - 5.39
Makos - 5.46
Kasia - 6.48
Darek 6.56
Paula 7.24
Ania 7.37
Paweł 7.47
Ela 7.53

Więcej zdjęć autorstwa Pawła Pietranika na Facebook'u

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz