czwartek, 27 czerwca 2013

Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów - Złotoryja 2013



Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów to impreza biegowa inna niż te w których bierzemy udział na codzień. Już sama nazwa to zapowiedź czegoś specjalnego. W związku z tym nie mogło być inaczej jak zapakować się i dzielną ekipa wyruszyć do Złotoryi na spotkanie z przygodą i błotem...dużą ilością błota. Błoto jest fajne ;)

Relacje z biegu przygotowała cała ekipa wyjazdowa w składzie Ania, Kasia, Paula, Gabrysia, Darek, Wojtek, Dominik, Adam oraz  Hubert

3:30 Poznań

Hubert wstaje,  za  chwile również obudzi się Dominik, Gabrysia
A tymczasem we Wrocławiu …. tam się jeszcze nie śpi  - nie wliczając Ani – pani starsza musi się wyspać ;)

4:17  Wrocław
Niektórym szczęście dopisuje – Paula i Darek spotkali Św. Mikołaja w czerwcu !!! zamówili sobie prezenty na grudzień i maja obiecane, że dostaną !! i Wyobraźcie sobie, że nawet wierszyka nie musieli mówić !!

5:50  Wrocław 
Na chwile w apartamencie pojawia się Adam, który dostaje wskazówki od Ryśka ( dwie alternatywne trasy)  jak dotrzeć na dworzec  i za chwile już go nie ma - ale dociera na miejsce bez problemu

6:50  Wrocław
W naszym apartamencie rozbrzmiewa śpiew krasnali – to właśnie  dzwoni budzik Darka – ale nie zrywamy  się -ten dźwięk nas nie porywa ;)  stwierdzenie Pauli : „nie ma Kasi”  już nam szerzej otwiera oczy  i jawi wizje akcji poszukiwawczej , jednak  Rysiek nas uspokaja mówiąć, że    wszyscy  ;)
 
6:50 Rawicz
Dominik mija znajome miejsce- Planty w Rawiczu – tu miesiąc temu toczyła się walka i kołatały się po głowie słowa „ Nigdy więcej nie przyjadę do Rawicza”, a tymczasem  zrywa kartki z kalendarza i odlicza dni do kolejnego biegu 24h w Rawiczu 

7:10  Wrocław
wstajemy powoli, bo przecież nie ma co się spieszyć –  krótkie rozeznanie kto spał w pokoju chilloutu i można przystąpić do porannej toalety – Z Paulą w łazience spotykamy roześmianą Kasie myjącą zęby – jest dobrze :)
Po śniadaniu zbieramy manatki i ruszamy w drogę. Nasz start nieco się opóźnił, ale dotarliśmy do Złotoryi na  czas.
Na miejscu spotykamy ekipę z Poznania i łączymy siły – jeszcze tylko odebrać pakiety i zabawa się zaczyna.

Hubert gotowy do zabawy
W oczekiwaniu na start jeszcze wymieniamy się opowieściami dotyczącymi podróży i zdobywania Wrocławia- w tym czasie Kasia z Wojtkiem opracowali plan na przetrwanie  tego dnia  ;)  oraz podjęli wyzwanie przetestowania nietypowych smaków piwa  ;)
Kasia&Wojtek
Zawodnicy zostali przyporządkowani do poszczególnych boksów, osoby z kolejnych boksów w kilkuminutowych odstępach czasu . I ruszyli  damy i dżentelmeni wszyscy  o nienagannych manierach, ładni, wypielęgnowani, spryskania najlepszymi perfumami jeszcze świeży w kroku, jeszcze omijając najmniejsze kałuże, jeszcze nie wiedzą co ich czeka ….
Jako kibice – Kasia, Wojtek i Ania  -  udaliśmy się  w okolice pierwszej przeszkody, aby móc dopingować naszych. Widząc kolejne grupy startujących  podziwiamy nietypowe przebrania – naszą sympatie wzbudzają szczególnie żółwie ninja, którym również kibicujemy do końca , ale ale  są i nasi – wszyscy uśmiechnięci  i zadowoleni.
Pierwsza przeszkoda to wdrapanie się na wóz z belkami drzewa – pojawił się komunikat, że można ominąć te przeszkodę jeśli ktoś się nie czuje na siłach, ale nie myślicie chyba, ze ktoś z NR ja ominął?  Każdy miał swój sposób na jej pokonanie. Gabrysia szybcikiem wskoczyła na górę i myk już jej nie ma, Hubert po wdrapaniu się na górę na chwile przystanął, aby wykonać gest Herkulesa, Adam z Dominikiem  w duecie -  jeden schodził tyłem drugi przodem asekurując się wzajemnie – Adam również znalazł czas, aby podrapać Domina po plecach:)  Paula z Darkiem z  niesłychaną gracją jak na damę i dżentelmena przystało.
Kolejną atrakcją było skakanie po samochodzie –tu Domino skradł rusałce zielony welon i tańcował na masce, Darek spełnił marzenie z dzieciństwa – poskakać po dachu samochodu, Hubercik tym razem na dachu samochodu zaprezentował pozę Goliata, dziewczyny przemknęły niczym burza.
A tymczasem Kasia i Wojtek .... nadal degustacja trwa ;)
Kolejny punkt to przejście przez rzekę – z pozoru łatwe, ale dosyć duży prąd oraz kamieniste dno nie ułatwiały zadania – ale pojawiają się kolejno : Dominik, który  nie idąc na łatwiznę poszedł tam gdzie najgłębiej – oczywiście narobił przy tym hałasu, Gabi – jak zwykle dzielnie przeszła przez rzekę, Adam wychlapał pół rzeki – także każdy kibic mógł odczuć na sobie, że woda była zimna, Paula  rozdawała uśmiechy, Darek próbował nurkować, Dorota  krzyczała – ja chce zdjęcie !!













Następnie Wojtek, ze względu na  obowiązki oddał aparat Ani, jednakże po niedługim czasie bateria padła i nie mogliśmy mieć fotorelacji z każdej minuty.
Kilka kroków na prostej i kolejna atrakcja – to wspinanie się, to przejście bo belce to znowu pod górkę – jak relacjonuje Hubert : „Bieg wymagający, ale moc atrakcji, które czekała na nas sprawiła, że człowiek nie miał czasu rozkminiać tylko rwał do przodu”.
Były też i rury przez, które należało się przeczołgać , a przy okazji – jak zdradziła nam Dorota odbył się mały koncert :  „jak przepełzałam przez kolejna zaszlamioną rurę i wrzeszczałam na cały glos FUJ! FUJ! FUJ! to nagle z sąsiednich rur dobiegło mnie chóralne FUUUUUUJ!!!!! FUUUJ!!!! FUUUUUJ!!!!”
No i zniknęli w lesie i błocie …
Błotnych odcinków nie brakowało, tutaj bystrością i spostrzegawczością wykazał się Dominik : „dopiero na około trzecim błotnym odcinku wpadłem na to, że tam gdzie stoją kibice, pewnie musi być jakaś zajebista dziura i trzeba zwolnić żeby znowu nie wpaść do błota..... oczywiście miałem racje”
Jako kibice przenieśliśmy się w okolice mety, aby dopingować pierwszych dobiegających do mety – musze powiedzieć, że nasz doping pozwolił wielu zawodnikom uzyskać na ostatniej prostej czas podobny do tego jaki by uzyskali uciekając przed rozwścieczonym psem sąsiada J
W międzyczasie Kasia i Wojtek zakończyli degustacje piwa bananowego  - bo już przyszła pora deseru:)

Na mecie  kolejno pojawiali się : Gabrysia, która była wielce zdziwiona, że to już koniec, Dominik ,który na specjalną prośbę  kibiców ostatnią prostą  pokonał  prezentując swoją słynną pozę na Dominika :), Hubert  - oczywiście prezentacja pozy zwycięzcy i już mógł wbiec na metę. Adam  tak był wzruszony naszym dopingiem, że chciał przytulać kibiców, ale my nie chcieliśmy przytulasów, bo  był cały w błocku utaplany , no i Ci na których wszyscy czekali z utęsknieniem – duet dnia, czyli Paula i Darek. Paula biegając na metę rozdawała hollywoodzki uśmiech nr 5, Darek krok przed Paulą  również zadowolony marzył już o bigosie :P. Jest i Dorota  - nieco zabłocone buty, ale również króluje uśmiech na twarzy.
Po biegu można było skorzystać z prysznica na wolnym powietrzu  albo wybrać kąpiel w strumyku- tak jak zrobił Darek – przy okazji zgubił klapka, ale ….
Po biegu  wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, ze wracamy za rok !!! No i Kasia z Wojtkiem tez już mają plan na przyszłoroczny bieg :)

Organizacyjnie bieg był dużym wyzwaniem, ale nie było żadnych braków ani niedociągnięć za co należy pochwalić organizatorów. Wśród biegaczy i kibiców bardzo dobra atmosfera.  Pogoda idealna, naprawdę szkoda było wracać do domu
Co do poprawy na przyszły rok - wg Wojtka : „ A to co mi się nie podobało? To że spuścili wodę z zalewu i nie miałem gdzie popływać „
A jako degustatorzy dobrego smaku makaronu możemy polecić dobry przepis na spaghetti :)  - na temat smaku makaronu na mecie należy się osobny reportaż.
P.S. jakby Wam się nie spodobała powyższa relacja to jest też druga wersja :  Było błoto – było fajnie !! koniec :)


Niestety w  sobotę podczas eliminacji do głównego Biegu Szlakiem Wygasłych Wulkanów  zmarł jeden z uczestników tych eliminacji. Organizatorzy brali pod uwagę odwołanie niedzielnego finału. Ostatecznie bieg się odbył.

1 komentarz:

  1. very interesting , good job and thanks for sharing such a good blog.

    OdpowiedzUsuń