piątek, 24 stycznia 2014

Wbrew Obiegowej Opinii:Biegacz Wielonienasycony

Najnowsze badania przedstawione przez amerykański Instytut Monitorowania Night Runnersów jednoznacznie dowodzą, że spora część z nas (a dokładnie 153%) rozpoczęła swoją przygodę z bieganiem z powodu nadwagi, której dorobiliśmy się przez lata nicnierobienia i wszystkożrenia.

Postanowiłem zabrać głos w tej sprawie i opowiedzieć Wam trochę, jak to ze zrzucaniem tej nadwagi jest. W Internecie znajdziecie sporo tego typu rzeczy, na pewno spotkacie się z takimi określeniami, jak „indeks glikemiczny”, „tłuszcze wielonienasycone”, „dobry cholesterol”, „zły cholesterol” czy „cholesterol o chwiejnej orientacji”. Informacje te pewnie w większości są słuszne. Czasami wzajemnie się wykluczają. Na początku na pewno odstraszają przesadną skrupulatnością i wizją gastronomicznego reżimu, jaki trzeba zastosować, żeby zrzucić to i owo. Jeśli macie czas i samozaparcie, żeby się przez to przedzierać, to proszę bardzo. Jeśli chcecie pójść na skróty, to zapraszam do dalszej części tekstu. Mówię, jak jest, a nie, jak mówi Kolonko.

Schudnąć nie jest łatwo. Nasz organizm to cwana bestia, która nie lubi, gdy ktoś podbiera jej gromadzone przez dłuższy czas zapasy. Żeby lepiej zobrazować ten problem, posłużę się przykładem z kinematografii. Znacie film animowany „Skok Przez Płot”? Może tak, może nie - na wszelki wypadek przypomnę, o czym ta urocza bajka opowiada.


Głównym bohaterem jest pewien Szop Pracz, który wcześniej niż zwykle obudził się z zimowego snu. Jest bardzo głodny, w brzuchu mu burczy, a jedzenia brak. Po paru nieudanych próbach zdobycia pożywienia Szop znajduje jaskinię, która okazuje się niedźwiedzią gawrą. A w niej stary Niedźwiedź mocno śpi. Niedźwiedź był bardziej zapobiegawczy od Szopa i zawczasu zgromadził potężną ilość pożywienia, które pochłonie zaraz po pobudce.

Głodny Szop postanawia okraść Niedźwiedzia. Czy mu się uda? O tym przeczytacie już w następnym akapicie!

Wracamy po jednowersowej przerwie! Żeby podkreślić wagę sytuacji i stawkę pojedynku powiem, że w oryginalnej wersji językowej Szopowi głos podkładał sam Bruce Willis, a Niedźwiedziowi sam Nick Nolte. Tylko jedzeniu nikt nie podkładał głosu, bo jedzenie nie mówi.


Mamy już przedstawionych głównych bohaterów tej metafory, czas wytłumaczyć, kto jest kim w tej zabawie. A więc: jedzenie to tłuszcz, którego chcecie się pozbyć. Niedźwiedź to Wasz organizm, który sobie zapas tłuszczu zgromadził. A Szop to Wasza chęć pozbycia się tłuszczu. Proste, nie?

W filmie Szopowi przez długi czas udaje się realizować właściwy plan. Po cichu podbiera Niedźwiedziowi kolejne zapasy. Robi to tak cichuśko, że ten nawet nie mruknie. I to jest, moi Drodzy, dobra strategia, żeby zabrać swojemu organizmowi trochę tłuszczu.

Przede wszystkim organizm nie może zdawać sobie sprawy, że ktoś go okrada. Musi spać, musi być spokojny. Tłuszcz kradniemy za pomocą wysiłku – długiego, spokojnego. Czyli bez stękania, sapania, bez sprintów i kilkuminutowych zrywów, niczego nie robimy ostro i na raz. To musi być wysiłek powolny, stopniowy i rozłożony w czasie. To tzw. trening aerobowy. W międzyczasie można nawet nieco podkarmić Niedźwiedzia – to będzie bardzo skuteczna zasłona dymna.

Ale w filmie przychodzi moment, w którym Szop przesadza. Tak się zajarał ilością podpieprzonego jedzenia, że postanowił zabrać Niedźwiedziowi absolutnie wszystko. Nawet puszkę chipsów, którą ten obejmował przez sen. No i to Szopa zgubiło…


Niedźwiedź się obudził i przyłapał Szopa na gorącym uczynku. Łatwo się domyślić, że nie był zadowolony z tego, że jest okradany. Tak samo zachowuje się nasz organizm. Choć jest wielki i otłuszczony, to gdy dowie się, że ktoś chce go okraść, zaczyna piszczeć, panikować i ratować, co tylko się da. Organizm panikuje wtedy, gdy widzi, że ma miejsce sytuacja kryzysowa. Jeśli od rana nic nie jecie, a śniadanie spożywacie o 15., to nie macie szans na schudnięcie, ponieważ wysyłacie do organizmu sygnał: „nie ma jedzenia, idzie kryzys, oszczędzaj siły, ratuj tłuszcz, przyda ci się w ciężkich czasach, pull up!”.

Na sytuację kryzysową organizm reaguje natychmiastowo. Wysyła nam rozkaz: „zwolnij, nie ruszaj się, nie masz siły!”. Nie pozwoli podebrać sobie ani grama tłuszczu, nie pozwoli dokończyć wysiłku. Podwójnie zła strategia.

Co więc trzeba robić? Trzeba mówić do swojego Niedźwiedzia: „śpij, misiu, śpij, a ja w tym czasie trochę sobie potruchtam. Nie zawracaj sobie niczym głowy, tu bardziej o słuchanie muzyki chodzi, o lans w parku, a nie o jakiś tam wysiłek. Śpij, misiu, śpij…”

No i tyle. Żadnej większej filozofii. Bajeczka dla  dzieci. To prostsze, niż się wydaje. Nie trzeba przestać jeść, można nawet jeść więcej. Tylko należy pamiętać, żeby kilka razy w tygodniu uprawiać przez dłuższy czas jakiś ruch – jogging, szybki marsz, seks tantryczny – co tam chcecie.

Na początek to wystarczy. Najważniejsze – nie budzić Niedźwiedzia!

PS: Oczywiście powyższa metoda będzie skuteczna, jeśli nie będziecie nagradzać każdego przebiegniętego kilometra wizytą w McDonald’sie. Ale dieta to temat na kolejny film animowany...





1 komentarz: